Jak to jest...nieważne czy mam rację czy nie. Zawsze to ja wychodzę na "tą złą" niezależnie od sytuacji. Mało obchodzi mnie to czy to ktoś przeczyta czy nie, chociaż nie, chce żeby ktoś to przeczytał-miło, że Kasia nie ma nic przeciwko mojej obecności, ale ja mam. Dlaczego jak się do niej nie odzywam (a wkurzyła nie tylko mnie i nie pierwszy raz->Campus 2007, nadal uważam, że zachwwała się nie fair wobec nas, ale widać, kłamstwo jest w cenie) to z nią rozmawiacie a mnie macie w dupie, bo tego nazwać inaczej nie można. Mnie nie interesowałoby czy ktoś z kimś rozmawia czy nie. I wy uważacie, że to jest przyjaźń?! Bo ja nie. Jeśli ktoś jest moim przyjacielem to jest tak po prostu, bez żadnego ale, nie potrzebuje niczyjego błogosławieństwa czy pozwolenia. Zastanawiam się jak tak można udawać przed samym sobą kogoś kim się nie jest. Cieszy mnie tylko fakt, że ja od zawsze miałam tego świadomość, są ludzie którym na mnie zależy bez żadnego ale, wy do nich nie należycie. I za to im dziękuję i szanuję. Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt, a mianowicie: ludzie którzy znają mnie o wiele krócej (choć jak widać na załączonym obrazku nie gorzej) o wiele bardziej się mną przejmują, wiedzą, potrafią dawać coś od siebie a nie tylko brać. Żadna z was nie zapytała jak praca, jak się czuję (dla niezainteresowanych byłam chora). Szczerze?- nie byłam zdziwiona. Nie rozumiem ludzi którzy potrafią wartościować innych...ale cóż. Ja chyba bajki pomyliłam. Za każdym razem gdy powtarza się taka sytuacja to widzę jak bardzo brak mi Madlen i doceniam tych których mam :* (choć czasem bywam wobec nich złośliwa, ale to musicie mi wybaczyć:), bo ja taka już jestem :D)
Tak jestem rozżalona i zła. Jest mi przykro, że ktokolwiek tak mógł mnie potraktować.
Tak jestem rozżalona i zła. Jest mi przykro, że ktokolwiek tak mógł mnie potraktować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz