Garnek jest,wiec do boju Polsko! Gotuję zupę:D. Hmm... jakby to powiedzieć nasze (komuna:D) zapasy są marne, więc coś co nazwę zupą (bo jest cieple, kolorowe i coś tam pływa ;p) niekoniecznie musi nią być;]... wiec po przejrzeniu zawartości szafek i lodówki okazało się, że jedyne co może powstać to pomidorowa (znalazł się ketchup i przecier pomidorowy), z ryżem, bo z makaronem nie jadam (wyjątkiem jest ta z naszej stołówki;]). Wiec zaczęło się tak: woda, garnek,a właściwie najpierw był garnek;p, potem kostki rosołowe i stawiamy "na gazie" (u nas nie ma gazu;]) potem marchewka (nie wiem skąd się wzięła:D) i ryż. I psikus! Nalot, mamy nalot! Ewakuujemy likier z lodówki, zacieramy ślady zbrodni. Oddaje haracz:(, serce boli jak rzadko. A w garnku coś tam się gotuje... i tak przez godzinę!!! Siedzę uśmiecham się , jestem miła (hahaha ja już tak na zawołanie potrafię;], co praca robi z ludźmi... dziękujemy, smacznego, do widzenia... beeee!). Po zakończonej misjizupa była prawie gotowa:D, trzeba ją dopieprzyć;], dobrze przyprawić i zabarwić ;D i życzę smacznego!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz